piątek, 13 stycznia 2012

Kościół jest w swojej nauce nieomylny

Poniższy tekst pochodzi z książki Apologetyka podręczna ks. Stanisława Bartynowskiego wydanej w 1948 roku w Warszawie.

Stanisław Bartynowski (1870-1947) — kapłan katolicki, jezuita, teolog, apologeta. Nauczał w Nowym Sączu, Krakowie, Gnieźnie oraz Chyrowie. Autor Apologetyki podręcznej (od 1911 do 1948 roku ukazało się 8 wydań tej ksiązki).

 OMYLNOŚĆ LUDZKA

Gdy spojrzymy na niezliczony prawie zastęp myślicieli, od najdawniejszych czasów aż do dni naszych zwalczających się nawzajem, mimo woli nasuwa się pytanie: Skąd pochodzi to, że każdy z nich był przekonany o prawdziwości swoich twierdzeń, chociaż zwalczali je drudzy? Przecież wszyscy naraz słuszności mieć nie mogli w tym, w czym zupełnie się różnili między sobą - gdyż prawda może być tylko jedna.
Ta różnica zdań w tych samych zagadnieniach pochodziła stąd, że rozum ludzki - choć ma wrodzone dążenie do prawdy - mimo swych zdolności, a nawet wykształcenia, pozostaje zawsze z natury swej ograniczony, a wskutek tego w badaniu prawdy często omylny. Ponadto rozum zależny jest od różnych wpływów, które stronniczo oddziaływają na niego, ilekroć usiłuje wyrobić sobie sąd o jakiejś prawdzie. Mianowicie pycha, zmysłowość i egoizm wpływają bardziej na to, że sądy nasze, zwłaszcza w zagadnieniach religijnych, nie są bezstronne.
  1. Pierwszą przeszkodą bezstronnego myślenia jest pycha i zarozumiałość, odrzucająca wszelką zależność w sposobie myślenia i działania, a nie dopuszczająca w sądach o rzeczy tego, co obraża wygórowane wyobrażenie o sobie, co demaskuje próżność człowieka i odsłania naszą nieudolność - jednym słowem: nie chcąca przyznać tego, co nas upokarza. Z tego właśnie pochodzi nieraz nieprzychylne usposobienie rozumu ludzkiego względem tajemnic wiary, przewyższających jego pojętność, gdyż przypominają to, o czym chciałoby się zapomnieć, że zdolności jego pozostaną zawsze ograniczone i że do zupełnego zgłębienia tego, co Boże nie dorósł...
  2. Zmysłowość również utrudnia bezstronne myślenie i normalne kształcenie woli. A jeśli nadto człowiek, ulegając wpływom pseudokultury, dba zbytnio o ciało, a zaniedbuje przy tym troskę o swą duszę, sfera niższa zmysłowa opanowuje w nim sferę duchową tak bardzo, że o prawdach religijnych wytwarza sobie taki sąd, jaki najbardziej dogadza jego zachciankom zmysłowym. Stąd u takich ludzi pochodzi nieprzychylne nastawienie duszy względem tych przepisów religii, które by chciały ich sferę zmysłową w karby ująć.
  3. Trzecią wreszcie przeszkodą, utrudniającą nam wyrobienie sobie bezstronnego zdania o prawdach religijnych, zwłaszcza obyczajowych, jest egoizm życiowy, wskutek którego człowiek ocenia zasady, mające mu być drogowskazem w życiu, nie podług ich wewnętrznej, przedmiotowej wartości, ale bezkrytyczne podług tego, czy odpowiadają jego osobistemu usposobieniu - czy dogadzają jego miłości własnej i chęci swobodnego życia, czy nie. Wskutek tego niejeden potępia twarde zasady życia, które bądź zabraniają mu dogadzać pewnym zachciankom, bądź nakładają na niego przyjęcie pewnych ciężarów złączonych ze spełnieniem jego obowiązków - chociażby je za słuszne uznał, gdyby chodziło o zastosowanie ich do drugich, a nie do jego własnej osoby.
A jeśli do tych przeszkód, utrudniających wyrobienie sobie bezstronnego sądu o prawdach życiowych, przyłączy się jeszcze zły przykład otoczenia, nie dbającego wcale o wyższe zasady moralne, ale kierującego się w życiu tylko utylitaryzmem (czyli względem na korzyść doczesną) — albo modne, choć zgubne, hasła panujące we współczesnej literaturze — wtedy jak słusznie dowodzi F. Förster1, jasne jest, że człowiekowi omylnemu trudno jest wyłącznie własnym rozumem dojść do poznania prawdy.
Gdyby jedynie chodziło o poznanie istotnej prawdy co do zagadnień historycznych, społecznych lub politycznych, szkoda nasza byłaby tylko doczesna; ale gdy idzie o wartości wieczne — o to czy obowiązują nas pewne prawa moralne, od których może pragnęlibyśmy się uchylić, albo gdy  idzie o najważniejsze dla każdego sprawy życiowe, np. prawdę o nieśmiertelności duszy, o odpowiedzialności przed Bogiem, od których rozstrzygnięcia będzie zależeć nasze zbawienie — wtedy każdy nasz osobisty błąd w ujęciu tych prawd, dla religii istotnych, byłby na wieki niepowetowany.
Wiedział o tym nasz Boski Zbawiciel, najlepiej przenikający omylność ludzką, dlatego nie chciał dopuścić, aby człowiek w tak ważnej dla jego zbawienia sprawie był pozostawiony wyłącznie własnemu rozumowi, którym kierując się nawet głębiej widzący myśliciele tak często błądzili.
Gdyby nawet Chrystus przyniósł ludziom przyrodzoną religię, a więc zupełnie dla rozumu ludzkiego przystępną, jeszcze i wówczas nie zostawiłby jej pod wyłączną opieką rozumu; ani indywidualnego, ani zbiorowego, albowiem ludzie sobie zostawieni, zawsze mogą zmieniać swój sąd o rzeczach2 — podczas gdy prawdy religijne, dotyczące stosunku naszego do Boga, podobnie jak Bóg sam, zawsze muszą pozostawać niezmienne.
Tym bardziej, gdy Chrystus objawił nam religię zawierającą prawdy nadprzyrodzone, musiał tych, których upoważnił do głoszenia prawd przez siebie objawionych, odpowiednio uzdolnić tzn. zapewnić im szczególną pomoc Bożą i światło Ducha Świętego, które by ich strzegło od wszelkiego błędu w nauczaniu prawd dotyczących zbawienia i umożliwiało im spełnienie tak trudnego zadania.

NIEOMYLNOŚĆ UDZIELONA KOŚCIOŁOWI

  1. Taką właśnie czynną pomoc w nauczaniu Chrystus przyrzekł i udzielił Kościołowi, kiedy wysyłając apostołów na cały świat, powiedział do nich: "Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi, idąc tedy nauczajcie wszystkie narody...a oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28, 20). W tych słowach obiecał Pan Jezus pozostać przy apostołach, a uczynił to nie w innym celu, jak tylko w tym, aby ich chronić od błędu, gdy będą nauczać — to znaczy uczynił ich nieomylnymi. Aby zaś powagę apostołów wyżej podnieść, utożsamił ich Chrystus poniekąd z sobą, rzekłszy do nich: "Kto was słucha, mnie słucha, kto wami gardzi, mną gardzi" (Łk 10,16).
    Powyższe słowa Chrystusa, wyrzeczone do całego kolegium apostołów, przyrzekały im czynną pomoc w nieomylnym nauczaniu prawd wiary i obyczajów "aż do skończenia świata", a przeto nie odnosiły się tylko wyłącznie do apostołów, ale musiały się odnosić także do ich prawowitych następców tzn. do tych wszystkich, którzy po ich śmierci mieli być żywym kolegium apostolskim i spełniać "aż do skończenia świata" nieomylny urząd żywego nauczania w Kościele. Tym żywym kolegium apostolskim jest ogół wszystkich biskupów katolickim z papieżem na czele; oni przeto, jako prawowici następcy apostołów w urzędzie nauczycielskim Kościoła odziedziczyli po apostołach dar nieomylności w nauczaniu prawd wiary i obyczajów.
  2. Potrzeba nieomylności w Kościele jeszcze wyraźniej okazuje się ze słów Chrystusa: "Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 16). Tymi słowy zobowiązał Chrystus Pan wszystkich ludzi pod karą wiecznego potępienia do przyjęcia nauki, głoszonej przez Kościół. Pan Bóg jednak nie mógłby nikogo zobowiązać, i to pod karą, do przyjęcia nauki, która by w przyszłości mogła ulec skażeniu, ani nie mógłby także obiecywać zbawienia przyjmującym naukę, która kiedyś już uległa skażeniu. Skoro zatem wszyscy mamy obowiązek należeć do Kościoła katolickiego i słuchać go tak, jak samego Chrystusa, Kościół ten musi być tak samo jak Chrystus nieomylny, inaczej nikt by nie miał do niego zaufania.
    Tak też zrozumieli apostołowie powyższe słowa Chrystusa i dlatego żądali zawsze wiary i posłuszeństwa. Dlatego kiedy św. Paweł pisał do Galatów (1, 8), zaraz na wstępie tego listu mówi: "Chociażby anioł z nieba przepowiadał wam wbrew temu, cośmy wam przepowiadali, niech będzie przeklęty!". Zaprawdę, kto z taką stanowczością głosi swą naukę, musi być o nieomylności swych słów najmocniej przekonany. Tak samo nieomylnie naucza Kościół po dziś dzień, gdyż ze słów Chrystusa, wyrzeczonych do apostołów: "Kto was słucha, mnie słucha" itd. wynika, że nauka Kościoła jest nauką Chrystusa. Dlatego Kościół głosząc Jego naukę, wymaga od swych dzieci wiary i posłuszeństwa.

 NIEOMYLNOŚĆ KOŚCIOŁA FAKTEM HISTORYCZNYM

To przeświadczenie o nieomylności istniało po wszystkie czasy w całym Kościele. Od pierwszych bowiem wieków gromadzili się katoliccy biskupi pod przewodnictwem rzymskiego, czyli papieża, albo jego legatów, by wydawać orzeczenia w sprawach wiary i obyczajów, potępiać herezję i błędy, a tych, którzy w nauce potępionej przez Kościół uparcie trwali, obłożyć klątwą. Kościół katolicki zawsze z wiarą przyjmował to, co sobory powszechne uroczyście ogłaszały jako naukę katolicką. Zaprawdę, gdyby Kościół w swoich uroczystych orzeczeniach nie był nieomylny, bramy piekielne już by go dawno przemogły, a wierni byliby przezeń uwikłani w najcięższe błędy.
Prawda o nieomylności Kościoła jest nie tylko artykułem wiary, lecz jest nadto faktem, zatwierdzonym przez historię świata. Każdy, kto choćby pobieżnie zapoznał się z dziejami Kościoła, musi zdumieć się wobec zwycięskiej walki, jaką Kościół po wszystkie czasy toczył z herezjami i bezbożniczymi prądami nauki. Walka ta wre we wszystkich dziedzinach, począwszy od czasów apostolskich aż po dzień dzisiejszy - a przeciwnicy Kościoła nie przebierają w środkach. Jedna gałąź wiedzy po drugiej, dumna ze swych odkryć i zdobyczy, żądała już nieraz od Kościoła, aby zmienił swą naukę, która rzekomo była "sprzeczna" z wynikami badań naukowych. Kościół jednak niczego nie zmieniał, a niebawem okazało się, że te "nieomylne wyniki badań naukowych", jak je szumnie nazywano, nie mogły później ostać się wobec ścisłej naukowej prawdy...
Gdyby się w ciągu XX wieków trwania Kościoła było udało podważyć choćby jeden tylko kamień w gmachu dogmatów kościelnych — gdyby się udało obalić choćby jedną tylko prawdę wiary lub wykazać choćby jedną sprzeczność w nauce Kościoła, cały Kościół rozpadłby się w gruzy. A jednak Kościół wychodził z najzacieklejszych walk zwycięsko, podczas gdy żadna z obalających jego naukę doktryn nie mogła się utrzymać. Tak więc przedziwnie sprawdzają się słowa Chrystusa, wyrzeczone do apostołów, na których opiera się prawda o nieomylności Kościoła: "Nauczajcie wszystkie narody...a oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28, 19-20).
Pozostaje nam bliżej określić warunki, w których biskupi pozostający w łączności z papieżem są nieomylni w nauczaniu, a kiedy papież sam orzeka nieomylnie.

św. Piotr Apostoł | Nieomylność Kościoła

W KOŚCIELE NIEOMYLNIE NAUCZAJĄ:

    1. Biskupi w łączności z papieżem 

      Tj. gdy wspólnie z nim stanowią coś o nauce wiary lub obyczajów. Według wyżej wymienionych słów Chrystusa, wyrzeczonych do apostołów, nieomylny urząd nauczania tworzą w Kościele wszyscy razem biskupi, ale nie sami, lecz tylko zjednoczeni w nauczaniu z papieżem i między sobą. Oni bowiem, jako prawowierni następcy apostołów, tworzą z papieżem na czele jedno ciało nauczycielskie, czyli to zgromadzenie, w którym dalej żyje urząd nieomylnego nauczania, przez Chrystusa ustanowiony i przez Niego powierzony apostolskiemu kolegium. — Ta jest jednak różnica między nieomylnością apostołów a nieomylnością biskupów, że apostołowie otrzymali przywilej nieomylności osobiście, tj. każdy z osobna (albowiem mieli się niebawem rozproszyć po świecie i nie mogli się częściej wspólnie zgromadzać). Przeciwnie biskupi (ponieważ mogą się z papieżem porozumiewać i odbywać wspólne sobory) nie posiadają daru nieomylnego nauczania wiary i obyczajów każdy z osobna, pojedynczo, ale tylko wszyscy razem — w łączności z papieżem.Tej zaś łączności dają swój wyraz:
      a) bądź to, gdy zgromadzają się na soborze powszechnym;
      b) bądź to poza soborem, rozproszeni po świecie, gdy wszyscy, zapytani w jakiejś sprawie, dotyczącej wiary lub moralności, zgodne wyrażą zdanie.
      W obu wypadkach cały episkopat katolicki, czyli ogół biskupów, wzięty jako jedno moralne ciało nauczycielskie, zgodne z papieżem w nauczaniu wiary i obyczajów, mylić się nie może.Natomiast żaden biskup z osobna nie posiada daru nieomylności; nigdy też Kościół nie przyznawał tego daru poszczególnym biskupom z osobna. Każdy więc poszczególny biskup może w błąd popaść, ilekroć nie zgodzi się ze wspólnym zdaniem innych biskupów zostających w jedności ze Stolicą Apostolską, jak to się stało np. z Macedoniuszem, Nestoriuszem i ariańskimi biskupami. Również nie należą do nieomylnych orzeczeń dekrety synodów prowincjonalnych i kongregacji rzymskich. Uwaga. Gdyby wszyscy biskupi, zjednoczeni z papieżem, byli omylni w rzeczach wiary, sam Chrystus wprowadziłby w błąd swój Kościół i wiernych. Wszakże on sam nakazał apostołom oraz ich następcom, „aby wszystkie narody nauczali” (Mt 28, 19), a na ludzi nałożył obowiązek słuchania ich nauki pod karą potępienia: „Kto was słucha, mnie słucha - kto wami gardzi, mną gardzi” (Łk 10, 16), „a kto nie uwierzy będzie potępiony” (Mk 16, 16) - Jeżeliby zatem biskupi razem z papieżem mogli błędnie pouczać, to Chrystus byłby współwinnym ich błędu.
    2. Papież sam "ex cathedra" nauczający

      Jedyny tylko prawowity następca św. Piotra w prymacie rzymskim, papież, kiedy przemawia jako głowa i najwyższy nauczyciel całego Kościoła, „cum ex cathedra loquitur”, to znaczy, kiedy ogłasza jakąś naukę, odnoszącą się do wiary i obyczajów, jako obowiązującą wszystkich wiernych pod utratą zbawienia, jest także osobiście nieomylny, tj. nawet sam jeden, oddzielnie od innych biskupów.Uwaga. Z powodu nierozumienia sprawy: na czym nieomylność papieża polega, tłumaczą ją nieraz w sposób mylny, uwłaczający powadze rzeczy. Dlatego musimy zaznaczyć, że:
      a) nieomylność papieska nie oznacza, że papież jest wszechwiedzący, ani że nie może grzeszyć;
      b) nieomylność papieża nie jest również wynikiem jego osobistej uczoności ani świątobliwości życia;
      c) nieomylność ta nie oznacza wcale, że papież za pośrednictwem jakiegoś nowego objawienia czy szczególnego natchnienia nabywa dopiero znajomości prawd dawniej przez Pana Boga objawionych;
      d) nieomylność papieża nie wynosi jego osobistych zdolności ponad zdolności wszystkich innych ludzi, ale polega jedynie na tym, że Duch Święty udziela papieżowi swej szczególnej pomocy, aby nie zbłądził wtedy, kiedy jako głowa i najwyższy nauczyciel Kościoła jakąś naukę odnoszącą się do wiary lub obyczajów bada i ogłasza ją jako ściśle obowiązującą wszystkich w sumieniu.
      Że papież jest w powyższym znaczeniu nieomylny nawet wtedy, gdy orzeka sam jeden tj. oddzielnie od innych biskupów, wynika to najpierw ze słów Pisma św.:
      a)      Stosownie bowiem do obietnicy Chrystusa: „A ja tobie powiadam, żeś ty jest opoka, a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mt 16, 18). Piotr i każdy z jego następców, papież, jako opoka, na której zbudowany jest Kościół, ma użyczać temu Kościołowi takiej trwałości, iżby nie mógł być zwyciężonym przez moce piekielne, tj. przez ducha błędu i zepsucia. Otóż tego zadania nie mogliby papieże spełniać, gdyby w rzeczach wiary i obyczajów mogli się mylić.
      b)      Jako najwyższy Pasterz trzody Chrystusowej ma Piotr i każdy z jego następców owieczki Chrystusowe prowadzić na dobrą paszę, a tą dobrą paszą jest przede wszystkim prawdziwa nauka Chrystusa. Przeto każdy następca św. Piotra musi posiadać możność odróżniania z całą pewnością prawdziwej nauki Chrystusa od fałszywej — czyli musi być w swoim nauczaniu nieomylny.
      c)      Chrystus Pan rzekł do Piotra: „Prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty kiedyś nawróciwszy się, utwierdzaj braci twoich” (Łk 22, 32). Te słowa przepowiadające, iż wiara Piotra nigdy się nie zachwieje, odnoszą się także do następców Piotra, albowiem bracia Piotrowi, tj. apostołowie, będąc pełnymi Ducha Świętego, o wiele mniej potrzebowali umacniania w wierze świętej przez Piotra, aniżeli ich następcy biskupi, którzy potrzebują tego od papieża.
      Nauka o nieomylności papieża znajduje także w Tradycji swoje uzasadnienie.
      Już św. Ireneusz powiada, że wszystkie inne kościoły muszą w nauce wiary świętej zgadzać się z Kościołem rzymskim3. Filip, legat papieski, mógł na soborze w Efezie uroczyście oświadczyć – i nikt mu tego nie zaprzeczył — iż od wieków jest znane, że „św. Piotr, jako kolumna wiary, w swoich następcach żyje i dalej rozstrzyga”4. Św. Augustyn opowiada5, że właśnie nadesłano do Stolicy Apostolskiej orzeczenie dwóch synodów afrykańskich, odnoszące się do nauki Pelagiusza, na które z Rzymu nadeszła odpowiedź, rozstrzygająca ostatecznie tę sprawę. Stąd przysłowie: „Roma locuta, causa finita!”. Z okazji sporów o cześć obrazów na Wschodzie, św. Teodor Studyta poddał myśl cesarzowi w Konstantynopolu, Michałowi Balbusowi, „aby wysłać poselstwo do biskupa rzymskiego, celem otrzymania nieomylnego orzeczenia w sprawie odnoszącej się do wiary świętej”6. Z podobną propozycją wystąpiło zgromadzenie prawowiernych biskupów, krótko przedtem w r. 820 zwołane do Konstantynopola, które wtedy stwierdziło, że w ten sposób postępowano w Kościele od samego początku przy wszelkich sporach, odnoszących się do wiary świętej. — W historii kościelnej spotykamy jeszcze wiele innych dowodów, świadczących o utrzymującym się stale przeświadczeniu Kościoła o nieomylności papieskiej.
      Nie było to zatem nową nauką, kiedy w r. 1870 Sobór Watykański orzekł, że papież jest w rzeczach wiary i obyczajów nieomylny — było to tylko stwierdzeniem dawnego przeświadczenia o tej prawdzie.
      Chrystus Pan przewidział wszystkie trudności, na jakie natknąć się miało Jego dzieło, a których źródłem jest niedoskonałość, chwiejność i omylność ludzkiej natury. Zdawał sobie sprawę, że mogą zajść wypadki natychmiastowej potrzeby rozstrzygnięcia jakiejś sprawy, przy czym niepodobieństwem byłoby zwoływać wszystkich biskupów lub zasięgać ich rady. Postanowił przeto zbudować swój Kościół na opoce bezwzględnego autorytetu papieża, który by dzierżył w swoim ręku pełnię władzy, a któremu udzielił dlatego niezłomnej pełności i nieomylności. Jeśli, według słów Zbawiciela, żadne moce piekielne nie będą mogły przywieść tej opoki do upadku, musi ona być niewzruszona i nieomylna. Po wszystkie czasy ataki przeciwników Kościoła będą godzić w powagę nauczania. Otóż gdyby któremukolwiek z 262 papieży można było udowodnić jakiś błąd w orzeczeniu, wydanym w charakterze Głowy Kościoła w sprawach wiary i obyczajów — tym samym słowa Zbawiciela „moce piekielne nie przemogą go” okazały by się nieprawdą, a Kościół zachwiałby się w swoich podstawach.

ODPOWIEDZI NA ZARZUTY

Zarzut. Nieomylności papieża przeczy historia, gdyż papieże Liberiusz i Honoriusz pobłądzili w rzeczach wiary. Liberiusz na żądanie cesarza Konstancjusza podpisał ariańską formułę wiary, a Honoriusz popadł w herezję monoteletów.
Odpowiedź. 1. Liberiusz (352-366), aby zarażony arianizmem Kościół wschodni doprowadzić do jedności z Kościołem zachodnim, podpisał tzw. trzecią formułę wiary syrmijską (nazwa od zebrania biskupów wschodnich w Sirmium), którą można rozumieć w sposób zupełnie zgodny z wiarą katolicką, a którą z pewnością Liberiusz w ten sposób rozumiał, skoro jak przedtem, tak potem przeciwnikiem był nie tylko ścisłego arianizmu, ale także łagodniejszego semiarianizmu.
a) W żaden sposób nie może być mowy o orzeczeniu „z katedry” w sprawie wiary i moralności, albowiem Liberiusz ani nie zamierzał, ani naprawdę nie zobowiązał Kościoła do przyjęcia żadnej z tych formuł jako reguły wiary.
2. Papieża Honoriusza (625-638) obwiniają o to, że popadł w herezję monoteletów, tj. przyjmujących tylko jedną wolę w Chrystusie. Trzeba pamiętać, że:
a) Papież Honoriusz w sprawie monoteletów nie wydał żadnego urzędowego orzeczenia. Nawet jego następca Leon II poczytuje mu to wprost za błąd, że takiego wyroku nie wydał.
b) Oba pisma Honoriusza w tej sprawie, rzekomo zawierającej błąd mu zarzucany, wypowiadają naukę w istocie rzeczy zupełnie trafną, tylko sposób wyrażenia się jest z umysłu ogólnikowy, a to aby uniknąć niepotrzebnego zaostrzenia sporu. Otóż właśnie to wyrażenie ogólnikowe zostało przez monoteletów w myśl ich herezji przewrotnie wyzyskane. (Papież miał na myśli jedność woli moralną, utrzymując, że wola ludzka w Chrystusie zgadzała się zawsze z wolą Boską: monoteleci zaś błędnie przypisywali Honoriuszowi, że w ogóle jedną tylko wolę uznawał w osobie Chrystusa.)
c) Brak stanowczego wystąpienia przeciw monoteletom tłumaczy się tym, iż papież Honoriusz nie dostrzegał ich heretyckiego sposobu myślenia i cały spór zrazu uważał za „grę słów, należącą raczej do gramatyki, niż do teologii”.

W CZYM KOŚCIÓŁ JEST NIEOMYLNY?


Kościół jest nieomylny nie tylko w samym nauczaniu chrześcijańskiej wiary i obyczajów, ale także w tym, co jest niezbędne do ich objaśniania, uzasadniania i obrony.
Wypływa to ze słów Chrystusa, którymi nadał Kościołowi dar nieomylności, i z calu jaki miał, kiedy mu tego daru użyczył. Zbawiciel powiedział wtedy: „Nauczajcie wszystkie narody. A oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 19). „Gdy zaś przyjdzie on Duch prawdy, nauczy was wszelkiej prawdy” (J 16, 13). Obietnica nieomylności musi przecież sięgać tak daleko, jak daleko rozciąga się zawód nauczania. A więc przedmiotem nieomylności jest cała prawda objawiona i wszystko, co jest z nią w koniecznym związku. Natomiast nie wchodzą w zakres nieomylności prawdy nie odnoszące się do religii i zbawienia dusz, albowiem tych Chrystus nie uczył, ani też Kościołowi nie kazał ich uczyć.

W szczególności Kościół orzeka nieomylnie:

1.      o tym, co należy uważać za objawioną naukę wiary i obyczajów;
2.     o takich prawdach i faktach, które z nauką objawioną pozostają w ścisłym tak ścisłym związku, iż bez nich skarb objawienia nie mógłby być należycie przechowany;
3.     o tym, jak należy rozumieć teksty Pisma św. i naukę tradycji;
4.     o tym, co dotyczy czci Bożej i życia chrześcijańskiego;
5.     Kościół jest nieomylny w uznawaniu zasad życia doskonałego, na których opierają się zakony. Tak np. nie może zatwierdzić reguły, przeciwnej wierze i dobrym obyczajom;
6.     w wydawaniu dekretów kanonizacyjnych, czyli w ogłaszaniu świętych;

7.     Kościół jest też nieomylny w określaniu granic swej nieomylności.


      1 Autorytet a wolność
      2 Dlatego w Starym Zakonie, mimo prawa dziesięciu przykazań Boskich, zsyłał jeszcze Pan Bóg natchnionych proroków, którzy pouczali lud wybrany o tych prawdach, do których poznania własnym rozumem dojść mógł.
      3 Ad. haer. 1, 3 c.3.
      4 Actio III
      5 Sermo 131, n.10
      6 Epist. 129

      czwartek, 12 stycznia 2012

      Bulla Quo primum tempore

      Pius V | Bulla Quo primum tempore
      św. Pius V (1504- 1572) – wł. Michele Ghislieri, dominikanin, papież w latach 1566-1572. Swój pontyfikat poświęcił reformie Kościoła w duchu Soboru Trydenckiego oraz walce z herezją. Wspierał ubogich a także przyczynił się do powstania wielu szkół, przytułków i szpitali. W 1566 wydał pierwszy katechizm katolicki, który miał być dla proboszczów podstawą do wykładu wiary, natomiast w 1567 ogłosił św. Tomasza z Akwinu Doktorem Kościoła. Dokonał odnowienia ksiąg liturgicznych: Mszału rzymskiego (1570) i Brewiarza Rzymskiego (1568). Papież Klemens X ogłosił go błogosławionym (1672), a papież Klemens XI – świętym (1712). Według kalendarza dla Nadzwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego wspominany jest 5 maja.




      PIUS BISKUP
      SŁUGA SŁUG BOŻYCH
      NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ

      Do Naszych Czcigodnych Braci: Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów, i innych Miejscowych Ordynariuszy w Pokoju i Łączności ze Stolicą Apostolską

      Czcigodni Bracia, zdrowie i Błogosławieństwo Apostolskie!

      Po wyniesieniu Nas na tron apostolski, z zadowoleniem skoncentrowaliśmy Nasz umysł i energię, i skierowaliśmy wszystkie Nasze myśli na kwestię zachowania nieskazitelnym publicznego kultu Kościoła; i dołożyliśmy starań, z Bożą pomocą, wszelkimi środkami naszej władzy, do osiągnięcia tego celu.

      Zważywszy, iż, pośród innych dekretów Świętego Soboru Trydenckiego, powierzono nam również obowiązek zrewidowania i ponownego wydania świętych ksiąg, a mianowicie Katechizmu, Mszału i Brewiarza; i zważywszy, że z woli Bożej wydaliśmy Katechizm dla nauczania wiernych oraz gruntownie zrewidowany Brewiarz, następnie, dla właściwego wywiązania się z Boskiego Urzędu, aby Mszał i Brewiarz były w doskonałej harmonii, co jest prawe i właściwe (uznając, iż jest zupełnie stosownym, aby w Kościele był jeden tylko odpowiedni rodzaj psalmodii1 i jeden jedyny ryt odprawiania Mszy św.), uznaliśmy za konieczne natychmiast skierować Naszą uwagę na to, co jeszcze pozostało do zrobienia, a mianowicie, przeredagowanie Mszału tak szybko, jak to tylko możliwe.

      Postanowiliśmy więc przekazać to zadanie wybranemu komitetowi uczonych; a oni, porównując na każdym etapie swojej pracy i z najwyższą uwagą starożytne kodeksy z Naszej Watykańskiej Biblioteki oraz odpowiednie (oryginalne lub poprawione) kodeksy z innych źródeł, konsultując to ponadto z pismami uznanych starożytnych autorów, którzy zapisali nam w testamencie treści dotyczące odprawianych świętych rytów, odtworzyli w ten sposób sam Mszał w pierwotnej formie i rycie świętych Ojców. Gdy efekty tej pracy zostały poddane dokładnemu rozpatrzeniu, a następnie poprawieniu, wówczas My, po głębokim rozważeniu, nakazaliśmy, iż końcowy ich wynik będzie bezzwłocznie wydrukowany i wydany w Rzymie, tak aby wszyscy mogli cieszyć się owocami tej pracy: aby księża wiedzieli jakich modlitw używać, oraz jakich odtąd, przy odprawianiu Mszy św., rytów i ceremonii przestrzegać.

      Dlatego więc, aby wszyscy i wszędzie zaadaptowali i przestrzegali tego, co zostało im przekazane przez Święty Kościół Rzymski, Matkę i Nauczycielkę wszystkich innych Kościołów, będzie odtąd bezprawiem na zawsze w całym świecie chrześcijańskim śpiewanie albo recytowanie Mszy św. według formuły innej, niż ta przez Nas wydana; nakaz ten ma zastosowanie do wszystkich kościołów i kaplic, patriarchalnych, kolegialnych i parafialnych, świeckich bądź należących do zgromadzenia religijnego, czy to męskiego (włączając w to wojskowe) czy żeńskiego, w których Msze św. winny być śpiewane głośno w prezbiterium lub recytowane prywatnie, zgodnie z rytami i zwyczajami Kościoła Rzymskiego; ma to zastosowanie nawet wówczas, jeżeli wymienione kościoły zostały w jakikolwiek sposób zwolnione, czy to przez indult Stolicy Apostolskiej, czy przez zwyczaj, przywilej, lub nawet przez przysięgę lub zatwierdzenie Stolicy Apostolskiej, lub też jeżeli ich prawa i swobody były zagwarantowane w jakikolwiek inny sposób; zachowując tylko te, gdzie praktyka odprawiania Mszy św. w inny sposób była przyznana ponad 200 lat temu wraz z jednoczesnym utworzeniem i zatwierdzeniem kościoła przez Stolicę Apostolską, oraz te, które zachowały podobny zwyczaj nieprzerwanie przez okres nie mniej niż 200 lat; w których to przypadkach w żaden sposób nie odwołujemy ich ww. przywilejów lub zwyczajów. Mimo to, jeżeli ten Mszał, który uznaliśmy, iż jest godzien wydania, bardziej odpowiada tym ostatnim, niniejszym pozwalamy im na odprawianie Mszy św. zgodnie z tym rytem, pod warunkiem uzyskania zgody ich biskupa lub prałata, oraz całej kapituły, i niezależnie od innych warunków. Wszystkim innym ww. kościołom zakazuje się używania innych mszałów, które należy zupełnie i w całości wycofać; i przez tę obecną Konstytucję, która będzie mieć moc prawną po wsze czasy, nakazujemy i polecamy, pod groźbą kary Naszego gniewu, aby nic nie było dodane do Naszego nowo wydanego Mszału, nic tam pominięte, ani cokolwiek zmienione.

      W szczególności, nakazujemy każdemu patriarsze, administratorowi i innym osobom jakiejkolwiek kościelnej godności, choćby był to kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego lub posiadacz jakiegokolwiek innego stopnia lub stanowiska, a nakazujemy im to na mocy świętego posłuszeństwa, aby śpiewali bądź recytowali Mszę św. zgodnie z rytem, sposobem i normą niniejszym przez Nas ustanowioną, a tym samym zaprzestali i całkowicie zaniechali wszystkich innych rubryk i rytów innych mszałów, niezależnie jak dawnych, do których przestrzegania byli przyzwyczajeni, i aby nie dopuszczali myśli o wprowadzaniu do odprawiania Mszy św. jakichkolwiek ceremonii lub recytowania jakichkolwiek innych modlitw, niż te zawarte w Mszale.

      Ponadto, na mocy treści niniejszego aktu i mocą Naszej Apostolskiej władzy, przyznajemy i uznajemy po wieczne czasy, że dla śpiewania bądź recytowania Mszy św. w jakimkolwiek kościele, bezwzględnie można posługiwać się tym Mszałem, bez jakichkolwiek skrupułów sumienia lub obawy o narażenie się na karę, sąd lub cenzurę, i że można go swobodnie i zgodnie z prawem używać. Żaden biskup, administrator, kanonik, kapelan lub inny ksiądz diecezjalny, lub zakonnik jakiegokolwiek zgromadzenia, jakkolwiek nie byłby tytułowany, nie może być zobowiązany do odprawiania Mszy św. w inny sposób, niż przez Nas polecono. Podobnie nakazujemy i oznajmiamy, iż nikt nie może być nakłaniany bądź zmuszany do zmieniania tego Mszału; a niniejsza Konstytucja nigdy nie może być unieważniona lub zmieniona, ale na zawsze pozostanie ważna, i będzie mieć moc prawną, pomimo wcześniejszych konstytucji lub edyktów zgromadzeń prowincjalnych bądź synodalnych, i pomimo zwyczajów ww. kościołów, ustanowionych bardzo dawnym lub odwiecznym nakazem, zachowując tylko zwyczaje mające ponad 200 lat.

      W konsekwencji, z Naszej woli i mocą tej samej władzy, zarządzamy, iż jeden miesiąc po opublikowaniu tej Naszej Konstytucji i Mszału, księża Kurii Rzymskiej będą zobowiązani do śpiewania bądź recytowania Mszy św. zgodnie z niniejszym; inni na południe od Alp, po trzech miesiącach; ci, którzy mieszkają za Alpami, po sześciu miesiącach lub tak szybko, jak tylko Mszał będzie dostępny.

      Ponadto, aby wymieniony Mszał był zachowany od skazy i utrzymany wolny od defektów i błędów, karą za nieprzestrzeganie niniejszego w przypadku wszystkich drukarń na obszarze bezpośrednio lub pośrednio podległym Nam, bądź Świętemu Kościołowi Rzymskiemu, będzie konfiskata ich książek i grzywna w wysokości 100 dukatów w złocie płatna ipso facto do Apostolskiego Skarbca. W przypadku siedziby w innych częściach świata, karą będzie ekskomunika latae sententiae i inne kary według Naszego uznania; i mocą Naszej Apostolskiej władzy i zgodnie z brzmieniem tego dokumentu, zarządzamy, iż nie wolno im ośmielić się, albo dopuścić myśli o wydrukowaniu, wydaniu lub sprzedaży, lub w jakikolwiek inny sposób przyczynić się do dostarczenia takich ksiąg, bez Naszego potwierdzenia i zgody, lub bez wyraźnej zgody Komisarza Apostolskiego dla wymienionych rejonów świata, który będzie w tym celu przez Nas wyznaczony. Każda z wymienionych drukarń musi otrzymać od ww. Komisarza Mszał standardowy, który będzie służyć jako wzorzec kolejnych kopii, które, gdy zostaną wykonane, muszą być porównane ze wzorcem i wiernie się z nim zgadzać, nie różniąc się w żaden sposób od pierwowzoru wydrukowanego w Rzymie.

      Ale, ponieważ trudno byłoby przesłać niniejszą Konstytucję do wszystkich części świata i powiadomić jednocześnie wszystkich zainteresowanych, zarządzamy, iż będzie ona, jak zwykle, rozwieszona na drzwiach Bazyliki Księcia Apostołów, na drzwiach Apostolskiej Kancelarii i na końcu Campo da Fiori; ponadto nakazujemy, że drukowane kopie niniejszego dokumentu, potwierdzone przez notariusza i poświadczone pieczęcią funkcjonariusza kościelnego, będą posiadać tę samą niebudzącą wątpliwości ważność, gdziekolwiek w każdym kraju, który chciałby wystawić publicznie niniejszy Nasz tekst. Podobnie, nikomu nie wolno naruszyć lub nierozważnie zmienić tego tekstu Naszego zezwolenia, ustanowienia, nakazania, polecenia, skierowania, przyznania, indultu, deklaracji, woli, dekretu i zakazu. Ktokolwiek by ośmielił się tak uczynić, niech wie, iż naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła.

      Dan u Świętego Piotra w Rzymie, w roku tysiąc pięćset siedemdziesiątym Wcielenia Naszego Pana, dnia czternastego lipca, piątego roku Naszego Pontyfikatu.

      poniedziałek, 2 stycznia 2012

      Rzeczywista Obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie

      CZY W SAKRAMENCIE EUCHARYSTII JEST CIAŁO CHRYSTUSA W RZECZYWISTOŚCI, CZY TEŻ TYLKO SYMBOL LUB ZNAK TEGO CIAŁA?

      Zmysły nie mogą stwierdzić obecności prawdziwego Ciała i Krwi Chrystusa w sakramencie Eucharystii. O tej obecności mówi nam jedynie wiara w oparciu o Boże świadectwo. Nawiązując do słów Pana: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane", Cyryl mówi: ,,Nie wątp w prawdziwość słów Zbawiciela, ale raczej przyjmij je z wiarą. On nie kłamie, wszak sam jest Prawdą".

      Harmonizuje to, po pierwsze, z doskonałością Nowego Prawa. Ofiary Prawa Starego zawierały tylko symboliczną zapowiedź Męki Chrystusa, tej Ofiary prawdziwej. W liście do Hebrajczyków czytamy: „Zakon niosąc w sobie mglisty zarys dóbr przyszłych, a nie sam obraz rzeczy..." Toteż Ofiara Nowego Prawa, ustanowiona przez Chrystusa, musiała być czymś więcej. Trzeba było, aby zawierał się w niej sam Umęczony już nie tylko poprzez symbole i typy, lecz także w samej rzeczy. Sakrament Eucharystii, w którym prawdziwie zawarty jest sam Chrystus, wieńczy przeto - jak mówi Dionizy - wszystkie inne sakramenty, te które są przejawem mocy Chrystusa.

      Rzeczywista Obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie


      Po drugie, odpowiada to miłości Chrystusa, tej miłości która sprawiła, że dla naszego zbawienia przyjął On prawdziwe Ciało, należące do naszej natury. A ponieważ - jak mówi Filozof - właściwością przyjaźni jest to, że tworzy wspólnoty przyjaciół, Pan przyrzekł nam w nagrodę swoją obecność fizyczną, bo jak czytamy w Ewangelii, „gdzie będzie Ciało, tam się zgromadzą i orły". Ale i teraz, w czasie naszej ziemskiej pielgrzymki, nie pozbawia nas tej obecności, lecz przez realność swego Ciała i Krwi łączy nas z sobą samym w tym sakramencie. Stąd Jego słowa: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, we mnie mieszka a ja w nim". Więc przez to tak serdeczne zbliżenie się Chrystusa do nas, sakrament Eucharystii jest znakiem miłości największej i dźwignią nadziei naszej.

      Po trzecie, wymaga tego pełnia wiary, której przedmiotem jest zarówno bóstwo, jak i człowieczeństwo Chrystusa, zgodnie z Jego słowami: „Wierzycie w Boga? I we mnie wierzcie". A ponieważ wiara dotyczy rzeczy niewidzialnych, Chrystus podobnie jak swoje bóstwo niewidzialnie nam daje, tak też daje nam w Eucharystii niewidzialnie swoje Ciało. Przeoczyli to ci pisarze, którzy twierdzili, że Ciało i Krew Chrystusa są w sakramencie Eucharystii tylko jako w znaku. Twierdzenie to należy odrzucić jako heretyckie, jest bowiem sprzeczne ze słowami Chrystusa. Toteż Berengariusz, promotor tego błędu, zmuszony potem został do jego odwołania i do wyznania prawdy wiary.

      Św. Tomasz z Akwinu, "Suma teologiczna", t. 28 Eucharystia, tłum. ks. Stanisław Piotrowicz

      niedziela, 1 stycznia 2012

      O Ofierze Mszy Świętej

      ks. Alojzy Jougan

      Istota Ofiary Mszy św.
      Msza św., składana przez ważnie wyświęconego kapłana, jest bezkrwawym odnowieniem krwawej ofiary Chrystusa P. na krzyżu, w którym chleb i wino za­mienione w Jego Ciało i Krew ofiaruje się Bogu a ludziom przydziela się zasługi czyli owoce krzyżowej ofiary Chrystusowej wedle formy ustanowionej przez Chrystusa P. i przez Jego Kościół katolicki.

      1. Nazwa. W języku Kościoła nazywa się ofiara Mszy św. od dawna wyłącznie liturgią w ściślejszem znaczeniu, gdyż w niej jednoczy się prawie cała publiczna cześć Boska (kult latreutyczny), a co najmniej Msza św. wypełnia jej część naj­istotniejszą. Zwyczajnie wyraz liturgia, użyty w tym wyróżniającym znaczeniu, ma bliższe określenie w uzupełniających wy­razach: eucharistica, mystica lub sacrosancta. Jednak nie tylko sam akt liturgiczny ofiary Mszy św., ale także jej forma, tj. ro­dzaj i sposób, w jaki ją zawsze składano, miał także w języku Kościoła miano liturgii, tak, że wyraz ten bywa prawie równo­znacznym z liturgicznym formularzem dla Mszy św., czyli z mszałem i rytuałem. W tym znaczeniu używa się tego wyrazu dla oznaczenia różnych obrzędów i tekstów, stosowanych przy Mszy św., jakoto: liturgii zachodniej, wschodniej itd.

      2. Istota. Ofiara złożona na krzyżu trwa dalej w Kościele jako ofiara bezkrwawa dla godnego uczczenia P. Boga i dla przyswojenia owoców ofiary krzyżowej wszystkim ludziom i po wszystkie czasy. Przez nią otrzymuje zjednoczenie między Bo­giem a człowiekiem wyraz zewnętrzny, a człowiek znajduje za­razem najskuteczniejszy środek zdążania do świadomego i do­browolnego a skutecznego zjednoczenia z Bogiem i utrzymania się w nim trwałego. Jako najdoskonalsza ofiara uwielbienia, dziękczynienia, przejednania i ubłagania jest Msza św. szczytem i ogniskiem całego kultu, najwyższą czcią P. Boga i źródłem wszelkich łask dla ludzi.
      We Mszy św. Kościół ofiaruje Chrystusa P., a przez niego także siebie Ojcu niebieskiemu, składa przez kapłana widzialnie wraz z prawdziwym Ciałem Chrystusa P. także swoje ciało mi­styczne w ofierze. Z tego wynika, że każdy z wiernych powi­nien konsekwentnie jako członek Kościoła także siebie samego ofiarować świadomie i dobrowolnie. Jeśli to czyni, spełnia za pomocą Mszy św. najprzedniejszy obowiązek moralny czci Boga i zadośćuczynienia  za swe  grzechy.  Ponadto zaspakaja przez nią najwyższe potrzeby swej duszy  w sposób  człowiekowi na ogół możliwy.

      O Ofierze Mszy Świętej


      3. Owoce Mszy św. Msza św. sprawuje łaski przez się (ex opere operato). Chociaż Msza św. jest  przedmiotowo nieskoń­czonej wartości, to jednak człowiekowi, jako istocie skoń­czonej, przynieść może rzeczywiście tylko skończone łaski, których liczba i miara zależy od woli i dobroci Boga, ale także od wiary i ufności, od pobożności  i całej dyspozycji liturgia, jakoteż tych, za których składa się ją w ogólności lub specjalnie (ex opere operantis). Także obrzędy Mszy św., przez które Kościół działa jako pośrednik, nie mogą być bez wpływu na liczbę i wymiar łask rzeczywiście udzielonych. Stąd nie bez podstawy wnioskuje się, że uroczysta Msza św. więcej łask jedna, niż cicha, a wotywna i żałobna odprawiana w szczególniejszych potrzebach wedle osobnych formularzy więcej, niż Msza św. codzienna, składana na intencję żyjących i za dusze zmarłych.

      Obrzędy Mszy św.
      Liturgia mszalna dzieli się na podstawie historycznej na dwie główne części: Mszę katechumenów czyli wstęp do Mszy św. i na Mszę wiernych. Z punktu widzenia metodyczno-teologicz­nego dzieli się na 3 (wzgl. 4) główne części: (Ewangelia). Ofia­rowanie, Przeistoczenie i Komunia.
      Z powodu wzniosłości ofiary Mszy św., są przepisy litur­giczne co do tej św. czynności nierównie ściślejsze i dokład­niejsze, niż co do innych funkcyi liturgicznych. Jakoż należą kościelne postanowienia co do cielesnego i duchowego uzdol­nienia do niej kapłana, co do jego przygotowania i dyspozycji du­chowej do najprzedniejszych przepisów dyscyplinarnych.
      Ale także od wiernych wymaga Kościół największego sza­cunku wewnętrznego i zewnętrznego dla św. Ofiary i zobowią­zuje ich pod grzechem ciężkim, by uczestniczyli w niej w nie­dziele i święta nakazane z pobożnością.
      Cały ryt (obrzęd) Mszy św. tchnie najgłębszą czcią i uwiel­bieniem Boga, pokornym wyznaniem ludzkiej ułomności i grzesz­ności, ale także dziecięcym zaufaniem w dobroć Bożą i miło­sierdzie za pośrednictwem Chrystusa P., około którego gromadzą się zastępy wiernych, aby wspólnie ofiarować Go, a z nim i siebie Ojcu Niebieskiemu. Tekst licznych modlitw mszalnych, 8-krotne wzajemne pozdrowienie (Dominus vobiscum — Pax vobis), czę­ściej ponawiające się wezwanie do modlitwy (Oremus — Orate), przypomina ciągle tę prawdę, że składanie św. Ofiary jest wspólną akcją św., że cały Kościół, a szczegółowo zgroma­dzeni wierni z Chrystusem i zastępującym Go kapłanem skła­dają łącznie tę św. Ofiarę.
      Celem obrzędów mszalnych jest: uzmysłowienie podnio­słości św. Ofiary i zachęcenie wiernych przez zewnętrzne znaki wiary i pobożności do rozważania św. tajemnic, które są ukryte we Mszy św. Obrzędy te i kościelne przepisy, do Mszy św. odnoszące się, są dokładnie podane w rubrykach mszału (Rubr. generales.. Ritus servandus.. De defectibus.. na początku mszału, zaś Ordo missae po obrzędach W. Soboty).

      PODRĘCZNIK TEOLOGII PASTERSKIEJ wedle najpoważniejszych autorów i nowszych orzeczeń Kongregacji, ułożył x. dr. Alojzy Jougan, emer. profesor teologii pasterskiej w uniwersytecie lwowskim, Lwów 1917.

      Ołtarz

      Do sprawowania Najświętszej Ofiary konieczny jest ołtarz (łac. altare). Ołtarz stanowi centralne miejsce świątyni, podobnie jak Msza św. stanowi centrum życia liturgicznego Kościoła. Swoim kształtem przypomina on sarkofag lub stół. Symbolizuje on samego Chrystusa, ("Ołtarzem świętego Kościoła jest sam Chrystus..." - "Altare sanctae Ecclesiae ipse est Christus..."Pontificale Romanum, De ordinatione Subdiaconi) dlatego jest otaczany szczególną czcią. Starożytne prawo zabrania kłaść na ołtarzu przedmiotów nie związanych z Mszą świętą. Do wyrazów szacunku jakie Kościół składa ołtarzowi należą pocałunki składane podczas Mszy świętej oraz okadzenia.

      Ołtarze są zwykle budowane na podwyższeniu, na które prowadzą stopnie ołtarzowe. Niektórzy liturgiści przypisują trzem stopniom trzy cnoty: wiarę, nadzieję i miłość, przez które kapłan zbliża się do Chrystusa.

      Istotną częścią ołtarza jest kamienna płyta zwana mensą, w której znajduje się grób (łac. sepulchrum), czyli prostokątne zagłębienie, w którym biskup podczas konsekracji zamurowuje relikwie świętych męczenników. Zwyczaj umieszczania relikwii jest bardzo stary i pochodzi z czasów prześladowań Kościoła w pierwszych wiekach. Chrześcijanie gromadzili się wtedy w podziemnych cmentarzach - katakumbach, a Msza św. sprawowana była na grobach męczenników. 

      Kard. Roncalli, późniejszy papież Jan XXIII, wmurowuje relikwie świętych podczas konsekracji ołtarza.
      Kościół ustanowił specjalne obrzędy konsekracji ołtarza. Dokonuje jej biskup w otoczeniu duchowieństwa. Nawiązują one do poświęcenia ołtarza w Świątyni Jerozolimskiej. Na obrzędy konsekracji składa się m. in. odmówienie siedmiu psalmów pokutnych, śpiew litanii do Wszystkich Świętych, siedmiokrotne pokropienie ołtarza wodą gregoriańską (Nazwa gregoriańska pochodzi od imienia papieża Grzegorza Wielkiego, który nakazał święcenie tej wody. Jest to mieszanina wody, soli, popiołu i wina. Sól symbolizuje nieśmiertelność duszy, popiół  - śmiertelność ciała ludzkiego, wino - boską naturę Chrystusa, a woda - ludzką), wmurowanie relikwii, namaszczenie mensy olejami Krzyżma i Katechumenów oraz spalenie ziaren kadzidła umieszczonych na środku i rogach ołtarza.

      Wyposażenie ołtarza: 


      Kościół poleca, aby ołtarz był nakryty trzema lnianymi obrusami. Symbolizują one płótno, w które owinięte było ciało Pana Jezusa przed złożeniem do grobu. Mają także zadanie praktyczne - w przypadku przewrócenia się kielicha wchłaniają Krew Pańską zapobiegając rozlaniu się Jej na podłogę. Najbardziej wierzchni obrus osłania boki ołtarza i sięga swoją długością aż do stopni lub posadzki. Obrusy nie spoczywają jednak bezpośrednio na płycie ołtarzowej. Przed rozłożeniem obrusów umieszcza się na niej tzw. chrismale. Jest to nasączone woskiem płótno lniane wielkości płyty ołtarza. Chroni ono obrusy przed wsiąkaniem w nie resztek olejów używanych do konsekracji ołtarza oraz zabezpiecza konsekrowany kamień przed dotykaniem go przez świeckich.

      Na środku ołtarza stawia się krzyż. Przypomina on, że Msza święta jest bezkrwawą ofiarą i ponowieniem Ofiary Krzyżowej. Krzyż jest koniecznym i pierwszorzędnym elementem wyposażenia ołtarza i powinien być on wyraźnie widoczny zarówno dla celebransa, jak i wiernych.
      Po obu stronach krucyfiksu ustawia się parzystą liczbę świec woskowych na świecznikach. Ze względu na bogatą symbolikę, Kościół zawsze przypominał, by do wyrobu świec ołtarzowych i paschału zawsze używano wosku pszczelego. Wyraża on dziewiczą czystość Boga - Człowieka, który na ołtarzu goreje za nas żarliwą miłością ku Bogu (abp Antonii Julian Nowowiejski, Ceremonjał parafialny). Palące się świece są symbolem Chrystusa, który jest "światłością świata" oraz "światłem na oświecenie pogan". Płomień świecy, który spala wosk przypomina nam ofiarę Pana Jezusa, który bez reszty ofiarował się dla naszego zbawienia. Zwykle podczas Mszy uroczystych i śpiewanych zapala się sześć świec, natomiast podczas Mszy czytanych - dwie lub cztery. Jedynie podczas uroczystych Mszy biskupa diecezjalnego zapala się siedem świec. Jeśli na ołtarzu jest wystawiony Najświętszy Sakrament w monstrancji zapala się przynajmniej 12 świec.

      W głównym ołtarzu danego kościoła znajduje się zwykle tabernakulum, czyli miejsce w którym przechowywany jest Najświętszy Sakrament. Jak słusznie mówi Rytuał Rzymski:  nad ten Sakrament "nic godniejszego, nic świętszego i godniejszego podziwu nie posiada Kościół Boży" (Rituale Romanum, tit. IV, cap. I). Tabernakulum ma zwykle postać ozdobnej szafki zamykanej na klucz. Wyrazem nieustannego hołdu, jaki jest należny Bogu ukrytemu pod postacią chleba, jest tzw. wieczna lampka, która pali się dzień i noc przed tabernakulum.

      Podczas Mszy św. umieszcza się zwykle na ołtarzu trzy tablice zwane tablicami ołtarzowymi lub kanonami. Są na nich zapisane niektóre fragmenty Mszy św. (LavaboOstatnia Ewangelia, Gloria, Credo, słowa przeistoczenia, modlitwy ofiarowania...) dla uniknięcia przenoszenia mszału.

      Podczas uroczystych Mszy świętych umieszcza się często pomiędzy świecznikami relikwiarze. Są to bogato zdobione oprawy relikwii, czyli pozostałości po Panu Jezusie oraz świętych.
      Ozdobą ołtarza są również kwiaty.  

      Kalendarz liturgiczny nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego


      Uczestnictwo we Mszy świetej źródłem uświęcenia

      Réginald Garrigou-Lagrnage (1877 - 1964) - francuski dominikanin, filozof i teolog, jeden z najwybitniejszych neotomistów XX w., wykładał teologię fundamentalną i dogmatykę na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu w Rzymie, promotor pracy doktorskiej ks. Karola Wojtyły (Zagadnienia wiary w dziełach św. Jana od Krzyża), jest autorem ponad 500 książek i artykułów.

      Poniższy tekst jest fragmentem książki Trzy okresy życia duchowego, Pallotinum, Poznań 1960 - 1962. W 1998 roku nakładem Wydawnictwa Ojców Franicszkanów w Niepokalanowie ukazało się II wydanie tej książki.

      UCZESTNICTWO WE MSZY ŚWIĘTEJ ŹRÓDŁEM UŚWIĘCENIA

      Uświęcenie naszej duszy polega na coraz ściślejszym zjednoczeniu z Bogiem, zjednoczeniu w wierze, ufności i miłości. Jednym z najskuteczniejszych środków uświęcenia jest najwyższy akt cnoty religii i kultu chrześcijańskiego: uczestnictwo w ofierze Mszy świętej. Dla duszy wewnętrznej Msza święta powinna być codziennie jakby najwyższym źródłem, z którego spływają łaski potrzebne nam w ciągu dnia, źródłem światła i ciepła, podobnym w dziedzinie duchowej do tego czym jest wschód słońca w dziedzinie natury. po nocy i śnie, które są jakby wyobrażeniem śmierci, słońce wschodzące co rano przywraca niejako życie wszystkiemu, co budzi się na powierzchni ziemi. Gdybyśmy zrozumieli do głębi wartość codziennej Mszy świętej, zobaczylibyśmy, że jest ona jakby wschodem słońca duchowego dla odnowienia, zachowania i pomnożenia w nas życia łaski, które jest życiem wiecznym zapoczątkowanym. Ale zbyt często przyzwyczajenie do uczestnictwa we Mszy świętej wyradza się przez brak ducha wiary w rutynę, i wówczas przestajemy czerpać ze świętej Ofiary wszystkie owoce, które powinni byśmy z niej otrzymać. 
      Powinien to wszakże być najważniejszy akt w dniu i wżyciu chrześcijanina, a zwłaszcza zakonnika, wszystkie zaś akty codzienne winny być tylko akompaniamentem tego aktu, mianowicie wszystkie inne modlitwy i małe ofiary, które składamy Bogu w ciągu dnia.
      Przypomnijmy tutaj: 1) co stanowi wartość ofiary Mszy świętej; 2) jaki jest związek między jej skutkami a naszym usposobieniem wewnętrznym; 3)jak powinniśmy się łączyć z Ofiarą Eucharystyczną.

      Ofiarowanie zawsze żywe w Sercu Chrystusa

      Doskonałość ofiary Mszy świętej pochodzi według Soboru Trydenckiego[1. Sesja XXII, rozdz. I i II] stąd, że jest to substancjalnie ta sama ofiara co ofiara na krzyżu, gdyż ten sam Kapłan ofiarowuje się przez swoich zastępców, ta sama ofiara, rzeczywiście obecna na ołtarzu, jest rzeczywiście ofiarowana. Różny jest tylko sposób ofiarowania: podczas gdy na krzyżu było ofiarowanie krwawe, we Mszy świętej jest ofiarowanie sakramentalne przez oddzielenie nie fizyczne, lecz sakramentalne Ciała i Krwi Zbawiciela mocą podwójnej konsekracji. W ten sposób Krew Jezusa, nie będąc wylaną fizycznie, jest wylana sakramentalnie[2. Podobnie człowieczeństwo Zbawiciela zostaje liczbowo (numerice) to samo, ale od zmartwychwstania jest ono w stanie niecierpiętliwym, podczas, gdy poprzednio było poddane cierpieniu i śmierci.]
      To ofiarowanie sakramentalne jest znakiem[3. "Sacrificium externum est in genere signi, ut signum interioris sacrifici"] ofiarowania wewnętrznego Jezusa, z którym powinniśmy się łączyć; jest ono również upamiętnieniem krwawej ofiary na Kalwarii. Mimo że jest tylko sakramentalne, to ofiarowanie Słowa Bożego Wcielonego wyraża więcej niż ofiarowanie krwawe baranka wielkanocnego i wszystkich ofiar Starego Testamentu. W istocie znak czerpie swoją wartość znaku z wielkości rzeczy, którą oznacza; sztandar przypominający nam ojczyznę, choćby nawet był z materiału pospolitego, ma większą wartość w naszych oczach niż chorągiew poszczególnego oddziału lub odznaka oficerska. Podobnie składanie krwawych ofiar Starego Testamentu, daleka figura Ofiary Krzyżowej, wyrażało tylko uczucia wewnętrzne kapłanów i wiernych Starego Zakonu; podczas gdy ofiarowanie sakramentalne Zbawiciela na naszych ołtarzach wyraża w pierwszym rzędzie ofiarowanie wewnętrzne, zawsze żywe w sercu Chrystusa, który "żyje zawsze, aby się wstawiać za nami" (Hbr 7,25).
      To ofiarowanie więc, które jest jakby duszą ofiary Mszy świętej, ma wartość nieskończoną, gdyż czerpie ją z Boskiej Osoby Słowa Wcielonego, Najwyższego Kapłana i Ofiary, składanej w dalszym ciągu w formie sakramentalnej.
      Św. Jan Chryzostom pisze: "Gdy widzisz na ołtarzu kapłana podnoszącego ku niebu Hostię świętą, nie myśl, że ten człowiek jest kapłanem prawdziwym [głównym], lecz wznosząc myśl ponad to, co uderza zmysły, patrz na rękę Jezusa Chrystusa niewidzialnie wyciągniętą"[4. Homil. LX do ludu antiocheńskiego]. Kapłan, którego widzimy oczyma cielesnymi, nie może przeniknąć całej głębi tej tajemnicy, ale ponad nim jest umysł i wola Jezusa, głównego kapłana. Choć sługa nie zawsze jest tym, czym być powinien, główny kapłan jest nieskończenie święty; sługa, nawet dobry, może być trochę roztargniony lub zajęty zewnętrznymi ceremoniami ofiary i nie wnikać w ich znaczenie wewnętrzne; ale ponad nim jest Ktoś, kto nie jest roztargniony i kto ofiarowuje Bogu z pełnym zrozumieniem adorację wynagradzającą wartości nieskończonej, błaganie i dziękczynienie, których doniosłość jest bez granic.
      To ofiarowanie wewnętrzne, zawsze żywe w Sercu Chrystusa, jest więc - jeśli tak można powiedzieć - duszą ofiary Mszy świętej. Jest ono przedłużeniem ofiary, przez którą Jezus ofiarował się przychodząc na ten świat i w całym przebiegu swego życia ziemskiego, a zwłaszcza na krzyżu. Gdy Zbawiciel żył na ziemi, ofiarowanie to było zasługujące; teraz odbywa się dalej bez tej cechy zasługi. Trwa ono jako adoracja wynagradzająca i błaganie, aby nam przydzielać przeszłe zasługi krzyża. Nawet gdy zostanie odprawiona ostatnia Msza święta przy końcu świata i gdy już nie będzie właściwej ofiary, lecz jej dopełnienie. ofiarowanie wewnętrzna Chrystusa Ojcu będzie trwało już nie w formie wynagrodzenia i błagania, lecz w formie uwielbienia i dziękczynienia. To nam zwiastuje Sanctus, Sanctus, Sanctus i daje nam pewne pojęcie o kulcie błogosławionych w wieczności.
      Gdyby było nam dane widzieć bezpośrednio miłość, jaka ożywia to wewnętrzne ofiarowanie, trwające bez przerwy w sercu Chrystusa, który "zawsze żyje, by się wstawiać za nami", jakiż byłby nasz zachwyt!
      Bł. Aniela z Foligno twierdzi[4. Księga widzeń i pouczeń, rozdz. LXVII]: "Mam nie mgliste pojęcie, lecz absolutną pewność, że gdyby dusza mogła widzieć i kontemplować którąś z wewnętrznych wspaniałości Sakramentu Ołtarza, zapłonęłaby, gdyż widziałaby miłość Bożą. Wydaje mi się, że ci którzy składają tę ofiarę lub w niej uczestniczą, powinni głęboko rozmyślać nad prawdą tajemnicy po trzykroć świętej i trwać znieruchomiali i pochłonięci jej kontemplacją".

      Skutki ofiary Mszy świetej a nasze usposobienie wewnętrzne

      Ofiarowanie wewnętrzne Jezusa Chrystusa, które jest duszą Ofiary Eucharystycznej, ma te same cele i te same skutki, co Ofiara Krzyżowa, ale należy odróżnić między nimi skutki odnoszące się do Boga od skutków nas dotyczących.
      Skutki Mszy bezpośrednio odnoszące się do Boga, jak uwielbienie wynagradzające i dziękczynienie, dopełniają się zawsze niezawodnie i w pełni w swej wartości nieskończnej, nawet bez naszego współudziału i nawet jeśli Mszę odprawia kapłan niegodny, o ile tylko jest ona ważnie odprawiona. Z każdej Mszy wznosi się więc ku Bogu uwielbienie i dziękczynienie wartości nieskończonej z racji godności głównego Kapłana, Ofiarnika, oraz wartości  Żertwy. To ofiarowanie "bardziej podoba się Bogu, niż Go obrażają wszystkie grzechy razem wzięte"; to właśnie stanowi samą istotę tajemnicy Odkupienia jako zadośćuczynienia[5. Por. S. th., III-a, q. 48, a.2: "Ille proprie satisfacit pro offensa, qui exhibet offenso in quod æque vel magis diligit, quam oderit offensam".]
      Skutków Mszy nas dotyczących dostępujemy tylko według miary naszego usposobienia wewnętrznego.
      Tak więc Msza jako ofiara przebłągalna udziela ex opere operato grzesznikom, którzy się nie opierają, łaskę uczynkową, skłaniającą ich do skruchy i do wyznania swoich grzechów na spowiedzi[6. Por. Sobór Trydencki, sesja XXII, rodz. XII: "Huius quippe oblatione palcatus Dominus, gratiam et donum pœnitentiæ concedens, crimina et peccata etiam ingentia dimittit".]. Słowa "Agnus Dei, qui tollis peccata mundi, parce nobis Domine" wywołują u tych grzeszników, którzy nie stawiają przeszkody, uczucia żalu, tak jak Ofiara Krzyżowa wywołała je w duszy dobrego łotra. Mowa tu zwłaszcza o grzesznikach, którzy uczestniczą we Mszy świętej, lub o tych, za których jest odprawiana.
      Msza jako ofiara zadośćuczynienia odpuszcza równie niezawodnie grzesznikom skruszonym przynajmniej część kary doczesnej za grzech, i to proporcjonalnie do mniej lub więcej doskonałego usposobienia, z jakim w niej biorą udział. Dlatego też, według Soboru Trydenckiego, Ofiara Eucharystyczna może być również złożona w intencji wybawienia dusz z czyśćca[7. Tamże]. 
      Wreszcie jako ofiara błagalna, czyli prośby, Msza udziela ex opere operato wszystkich łask, których nam potrzeba do uświęcenia. Jest to wielka modlitwa Chrystusa za nas, zawsze żywego, która trwa wraz z modlitwą Kościoła - Oblubienicy Zbawiciela. Skutek tej podwójnej modlitwy jest proporcjonalny do naszej żarliwości, a ten kto łączy się z nią, jak umie najlepiej, pewien jest, że otrzyma dla siebie i dla swoich ukochanych najobfitsze łaski.
      Według św. Tomasza i wielu teologów te dotyczące nas skutki Mszy ogranicza tylko miara naszej gorliwości[8. Por. S. th., III-a, q. 79, a.5 i a. 7, ad. 2, gdzie nie podano innej granicy prócz miary naszej pobożności: "secundum quantitatem seu modum devotionis eorum" (id est: fidelium). Kajetan, in III-am, q. 79, a.5. Jan od św. Tomasza, in III-am, disp. 32, a. 3. Gonet, Clypeus... De Eucharistia, disp. 11, a. 5, nr 100. Salmanticenses, De Eucharistia, disp. XIII, dub. VI. Nie godzimy się zupełnie na to, co pisał na ten temat o. de la Taille, Esquisse du mystère de la foi, Paris 1924, s. 22.]. Racją tego jest, że wpływ przyczyny ogólnej jest ograniczony tylko pojemnością jednostek, na które ona oddziałuje. Tak np. słońce oświeca i ogrzewa tak samo jedną osobę, jak tysiąc znajdujących się w tym samym miejscu. Podobnie Msza święta, będąc  substancjalnie tą samą ofiarą co Ofiara Krzyżowa, jest jako zadośćuczynienie i prośba przyczyną ogólną łask światła, przyciągania i siły. Jej wpływ na nas jest więc ograniczony jedynie przez dyspozycję lub gorliwość tych, którzy ją przyjmują. Tak więc jedna Msza może być tak pożyteczna dla wielkiej liczby osób, jak gdyby była ofiarowana za jedną z nich; podobnie jak Ofiara Krzyżowa była nie mniej pożytaczna dla dobrego łotra, niż gdyby była ofiarowana za niego jedynie. Jeśli słońce ogrzewa na jednym miejscu zarówno tysiąc osób, jak jedną, to i wpływ tego źródła ciepła duchowego, którym jest Msza, nie jest z pewnością słąbszy w swojej dziedzinie. Z im większą wiarą, ufnością, pobożnością i miłością uczestniczy się w niej, tym większe owoce z niej się czerpie. 
      To nam tłumaczy, dlaczego święci, w świetle darów Ducha Świętego, tak bardzo cenili zawsze ofiarę Mszy Świętej. Niektórzy z nich, słabi i chorzy - choć z trudem - szli na Mszę, gdyż jest ona więcej warta niż wszystkie skarby. Św. Joanna d'Arc udając się do Chinon naprzykrzała się swoim towarzyszom broni, póki nie wyprosiła od nich codziennego udziału we Mszy świętej. Św. Germana Cousin czuła tak gwałtowny pociąg do kościoła, że słysząc dzwony zwiastujące świętą Ofiarę zostawiała swoje owce pod opieką aniołów i biegła na Mszę świętą; jej stado zawsze było dobrze strzeżone. Św. Proboszcz z Ars mówił z takim przekonaniem o wartości Mszy, że doprowadził do udziału w niej wszystkich lub prawie wszystkich parafian. Wielu świętych wylewało łzy miłości lub wpadało w ekstazę podczas Ofiary Eucharystycznej; niektórzy widzieli samego Pana Jezusa, głównego Kapłana, na miejscu celebransa. Inni podczas podniesienia kielicha widzieli Krew Przenajświętszą występującą z brzegów, jakby miała się przelać na ręce kapłana i rozlać w świątyni, a także aniołów zstępujących ze złotymi czarami, by ją zebrać i roznieść wszędzie, gdzie są ludzie, którym potrzeba zbawienia. Św. Filip Nereusz otrzymywał tego rodzaju łaski i celebrował w ukryciu z powodu zachwyceń, w które często wpadał przy ołtarzu.

      Jak łączyć się z Ofiarą Eucharystyczną?

      Można zastosować tutaj to, co św. Tomasz[10. II-a II-æ, q. 82, a. 13] mówi o uwadze w modlitwie ustnej: "Może ona być zwrócona na wyrazy, aby je dobrze wymawiać, bądź na znaczenie wyrazów, bądź też na cel modlitwy, czyli na Boga i na rzeczy, o które się prosi... Tego rodzaju uwaga, którą mogą posiadać nawet ludzie prości, bywa czasem tak wielka, że duch jest jakby porwany do Boga i zapomina o wszystkim innym".
      Podobnie by dobrze uczestniczyć we Mszy świętej, z wiarą, nadzieją, prawdziwą pobożnością i miłością, można jej słuchać w rozmaity sposób. Można zwracać uwagę na modlitwy liturgiczne, na ogół tak piękne i tak pełne namaszczenia, wzniosłości i prostoty. Można również przypominać sobie śmiertelną Mękę Zbawiciela, której pamiątką jest Msza, oraz widzieć siebie u stóp krzyża z Maryją, Janem i świętymi niewiastami. Można też starać się składać Bogu w łączności z Jezusem cztery akty stanowiące cele Ofiary: adorację, wynagrodzenie, prośbę i dziękczynienie[11. Pierwsza część Mszy świętej aż do ofiarowania budzi w nas uczucia skruchy i żalu (Confiteor, Kyrie eleison), uwielbienia i wdzięczności (Gloria), błagania (Kolekta), żywej wiary (Epistoła, Ewangelia, Credo), aby nas przygotować do ofiarowania świętej Ofiary, po której następuje Komunia i dziękczynienie.]. Jeśli się modlimy, choćby tylko odmawiając pobożnie różaniec, uczestniczymy we Mszy owocnie. Można również z wielkim pożytkiem, za przykładem św. Joanny de Chantal i wielu świętych, oddawać się wtedy  w dalszym ciągu modlitwie myślnej, zwłaszcza jeśli ma się skłonność do silnej i czystej miłości, jak św. Jan spoczywający podczas Ostatniej Wieczerzy na Sercu Jezusowym.
      Ale w jakikolwiek sposób słucha się Mszy świętej, należy położyć nacisk na jedną ważną rzecz. Trzeba przede wszystkim złączyć się głęboko z ofiarą Zbawiciela, Głównego Kapłana: z Nim ofiarować Go Ojcu, pamiętając, że to ofiarowanie podoba się Bogu bardziej,  niż budzą w nim obrzydzenie wszystkie grzechy. Trzeba również ofiarowywać siebie coraz pełniej, ofiarowywać zwłaszcza cierpienia i przeciwności, które już teraz znosimy lub które spotkają nas w ciągu dnia.
      Tak więc podczas ofiarowania kapłan mówi: "In spiritu humilitatis et in animo contrito suscipiamur a te, Domine - W duchu pokory i z sercem skruszonym niech będziemy przyjęci przez Ciebie, Panie". 
      Autor Naśladowania (ks. IV, rozdz. VIII) słusznie podkreśla ten moment. Pan Jezus mówi: "Jako Ja z wyciągniętymi na krzyżu rękami... ofiarowałem się dobrowolnie Bogu Ojcu za grzechy twoje... tak i ty powinieneś dobrowolnie codziennie podczas Mszy świętej ofiarować mi siebie na ofiarę czystą i świętą... Nie darów twoich, ale ciebie samego szukam... Jeśli na sobie samym się oprzesz, a nie oddasz się dobrowolnie mojej woli, ofiara twoja nie będzie całkowita i połączenie twoje ze Mną nie będzie zupełne". 
      W rozdziale następnym wierny odpowiada: "W prostocie serca mego oddaję się dziś Tobie na wieczystego sługę... Przyjm mnie z tą świętą Ofiarą Twego drogocennego Ciała... Ofiaruję Ci także wszystkie dobre uczynki moje, chociaż bardzo nieliczne i niedoskonałe, abyś... uczynił je godnymi Ciebie i coraz bardziej je doskonalił... Ofiaruję Ci także wszystkie zbożne pragnienia ludzi pobożnych... i wszystkich mi drogich... także błagalne ofiary i modły za tych szczególnie, którzy kiedykolwiek mnie obrazili, zasmucili, zganili lub też uczynili mi jaką bądź szkodę lub przykrość, oraz za tych wszystkich, którym ja kiedykolwiek sprawiłem smutek, zawstydzenie lub zmartwienie, i którym chcąc czy też nie chcąc, czynem lub słowem dałem zgorszenie, abyś nam wszystkim zarówno odpuścił grzechy i wzajemne darował urazy... Daj nam żyć, abyśmy byli godni cieszyć się Twą łaską i postępowali na drodze do żywota wiecznego".
      Msza święta w ten sposób pojęta jest obfitym źródłem uświęcenia i coraz nowych łask; przez nią spełnia się dla nas co dzień coraz lepiej modlitwa Zbawiciela: "A chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby byli jedno, jako i My jedno jesteśmy. Ja w nich, a ty we Mnie tak, by byli w jedności doskonałymi i aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i umiłowałeś ich, jakoś i Mnie umiłował" (J 17, 22-23).
      Nawiedzenie Najświętszego Sakramentu ma nam przypominać Mszę świętą poranną i powinniśmy myśleć, że choć w tabernakulum nie ma ofiary właściwej, która ustaje z Mszą świętą, to jednak Jezus rzeczywiście tam obecny w dalszym ciągu wielbi, prosi, dzięki czyni. W każdej godzinie dnia powinniśmy się łączyć z tym ofiarowaniem Zbawiciela, gdyż jak mówi modlitwa do Serca Eucharystycznego: "jest ono cierpliwe w oczekiwaniu nas, rychłe w wysłuchiwaniu; jest ogniskiem coraz nowych łask, schronieniem życia ukrytego, mistrzem tajemnic zjednoczenia z Bogiem". Powinniśmy przed tabernakulum "milczeć, by Go słyszeć, i porzucić siebie, aby zagubić się w Nim".